Artykuły, publikacje

Fragmenty biografii Moshe Feldenkraisa

Kilka fragmentów z biografii Moshe Feldenkraisa opartych na książce Marka Reese'a pod tytułem "Moshe Feldenkrais Life in movement" tom I.
trochę tłumaczone dosłownie, trochę niedosłownie trochę opowiadane na podstawie tekstu.
Wszystkim zainteresowanym życiem Moshe Feldenkraisa ale także czasami w których żył, oraz samą Metodą którą stworzył, bardzo tę książkę polecam.

biografia strona 29.

ZAPALENIE KRTANI Moshe - Pinhas Feldenkrais ma 11 lat

Moshe Feldenkrais od dzieciństwa był uczony przez ojca jak ważne jest mówienie prawdy. Jednak pewnego razu podczas obiadu z przyjacielem rodziny przyłapał ojca na mówieniu nieprawdy. Wytknął mu to przy gościu, za co po kolacji został srogo ukarany ale bronił swojego zdania. "Poczuł się zdradzony przez jego hipokryzję i że już więcej nie może ufać jego słowom."
Moshe lata później podczas swoich treningów w USA (San Francisco 1975 - 1978 i Amherst 1980 - 1983) nawiązywał do tego okresu w swoim życiu wspominając o tym że miewał okresy zapalenia krtani oraz połączone z trudnością i oporem wypowiadania się w sytuacjach towarzyskich tracąc nieraz głos na kilka tygodni. Rodzice chodzili z nim do lekarzy, brał leki, poddawał się elektroterapii a wszystkie te zabiegi nic nie dawały. On sam natomiast zaczął odkrywać sposoby poradzenia sobie z zapaleniem krtani. Jego trudności skłoniły go do skierowania uwagi bardziej do wewnątrz. Doszedł do wniosku, że tamto ukaranie go przez ojca za wypowiedzenie prawdy, dosłownie mogło odebrać mu głos.
Gdy stopniowo zwiększała się jego świadomość wewnętrznych odczuć doszedł do wniosku, że zapalenie krtani mogło wynikać z napięć w gardle które on sam tworzył. Odkrył, że te napięcia mięśni odzwierciedlały wewnętrzny konflikt pomiędzy potrzebą mówienia prawdy a obawą przed brakiem akceptacji. Zapalenie krtani nie istniało jako niezależny byt obok niego, tak jakby to była jakaś choroba, jakiś byt, lub jakaś siła której był ofiarą. To zapalenie było częścią niego samego i wynikało z nawyków jakie w sobie wykształcił w związku z tą sytuacją z ojcem.
Rozpoczął proces pogłębiania samoświadomości by odzyskać swój własny głos i być może by odkryć swój własny głos po raz pierwszy.
Kwestie leżące u podłoża zapalenia krtani były powiązane z wieloma tematami, które były kluczowe dla jego późniejszej pracy. W póśniejszych książkach o swojej metodzie Feldenkrais przyglądał się rozwojowym napięciom z którymi boryka się małe dziecko. Jako dzieci uczymy się blokować nasze najgłębsze odczucia i impulsy za cenę utrzymania poczucia bezpieczeństwa i akceptacji ze strony rodziców. Nasz strach i niepokój przed utratą poczucia bezpieczeństwa powodują w nawykowych napięciach mięśniowych które są przyczyną wielu naszych problemów w wieku dorosłym...

PODRÓŻ Z BARANOWICZ DO PALESTYNY strona 40

Późnym wieczorem zimą 1918 - 1919 14 letni Moshe Feldenkrais ostrożnie spakował w plecak najważniejsze rzeczy. Trochę ubrań i kilka rosyjskich podręczników matematyki i nauki. Fakt, że chciał taki szmat drogi nieść ciężkie książki świadczy o jego zamiłowaniu do nauki. Mama Moshe, Sheindel ze zdenerwowania i przejęcia nie mogła znaleźć pieniędzy, które odkładała na tę podróż, by chociaż starczyło na jedzenie przez okres zimy. W końcu pobiegła do sąsiadów, pożyczyła kilka monet i wcisnęła je synowi w rękę, gdy znikał w ciemności. Był ubrany w najcieplejsze ubranie bo temperatury spadały do minus 40 stopni. W bucie miał schowany pistolet. Sam doszedł do granicy miasta gdzie spotkał swojego przewodnika z synem. Przeprawili się przez rozległe bagna nad Prypecią bo to była jedyna droga gdzie nie stacjonowały żadne wojska przebiegającego wtedy tamtędy frontu. Stamtąd ok 200 km do Białegostoku, który Moshe wspominał tak:

"Ludzie wiedzieli, że poszedłem i moi koledzy ze szkoły Epstein (prawdopodobnie chodziło o Mordechaja i Benjamina Aneksteinów) i jego brat zrobili to samo po kilku dniach, więc było nas już trzech. Jeden z nich stał się słynnym architektem w Izraelu i zbudował synagogę w Afula"

Imigranici z Baranowicz utworzyli w Palestynie grupę zwaną Grupą Baranowiczan. I dalej Feldenkrais

"Białystok nie był dużym miastem ale tam też ludzie wiedzieli o deklaracji Balfoura. No i przychodzi taki samotny 14 latek i opowiada, że idzie do Palestyny bo pozwala na to Deklaracja Balfoura. To wyglądało dla nich jak szaleństwo ale młodzi ludzie lgnęli do mnie, mieli mnie za jakiegoś bohatera. I zanim się obejrzałem był nas już tuzin, którzy chcieli się przyłączyć. Z Białegostoku poszliśmy do Warszawy, gdzie było nas już piętnastu - dwudziestu chłopaków. Był środek wojny nie było konsulatów, wiz. Nie wiedzieliśmy dokąd iść"

Wizja podróżowania dzieci wydaje się przerażające dla wielu rodziców. Ale w tym czasie nie było to znów tak nadzwyczajne. Tysiące dzieci było osierocone i łącząc się w grupy przemierzało tysiące kilometrów w Europie. Przez chwilę grupa Feldenkraisa podróżowała z cyrkiem, który mimo ciężkich czasów często pojawiał się w miastach wschodniej Europy. Feldenkrais z chęcią uczył się od nich różnych akrobatycznych trików salt, przewrotów, gwiazd, umiejętności, które rozwijał i pogłębiał później przy okazji nauku jujitsu i judo. Szczęśliwie kilku dorosłych dołączyło do grupy. Między innymi profesor z Uniwersytetu Warszawskiego i niejaki Davidovich który

"mówił, że zadba o dokumenty które są nam potrzebne, ponieważ nie wolno było podróżować gdzie się chciało. Udaliśmy się więc do Krakowa. To było jak kula śnieżna, w Krakowie było nas już z pięćdziesięciu. Ja byłem główną atrakcją - mały chłopiec idący do Palestyny. Wielu ludzi przyłączało się do nas. Z Krakowa udaliśmy się do Pressburga (Bratysławy)."

Dla czternastolatka to było prawdziwa inicjacja w dorosłość. Bo oto był ze względnie prowincjonalnym wychowaniem przemierzał całą środkową Europę. I w wielu momentach gdy grupa rosła ciągle był w roli lidera, doświadczając charyzmatycznych efektów jego młodzieńczej determinacji.
Radość z odkrywania nowego i większego świata zbiegała się z odkrywaniem wewnętrznej wolności. Mimo tego iż 14 letni Moshe prowadził grupę wracającą do ziemi ojczystej pragnął jednocześnie uwolnić się od ograniczeń, które nałożyło na niego wychowanie w tradycyjnej żydowskiej społeczności.

"Na rynku w Bratysławie kobiety sprzedają z wielkiej patelni smażony boczek. Zapach jest wprost niesamowity. W domu jedliśmy koszernie, mleko oddzielnie od mięsa, i inne takie zasady. Zdecydowałem, że teraz jestem już wolnym człowiekiem, zależnym tylko od samego siebie. Łamię wszystkie tradycje i żyję po swojemu. Żadnych ograniczeń. Koniec z tym co koszerne. Rozejrzałem się dookoła żeby zobaczyć czy ktokolwiek zauważy że zamierzam kupić kawałek bekonu. No i kupiłem. Zjadłem cały. I byłem bardzo zadowolony i dumny z siebie, że dokonałem takiego mentalnego wysiłku by zjeść wieprzowinę, bo przecież w domu normalnie bym to zwymiotował. W Bratysławie było nas już około 200, i społeczność żydowska dała nam pustą szkołę w której mogliśmy spać. Spaliśmy na ławkach, pod ławkami, gdzie się dało. Więc wracałem tam do tej szkoły dumny z tego co zrobiłem i tuż przed budynkiem zwymiotowałem wszystko. Nie mogłem tego pojąć, siedziałem tam i czułem się okropnie. I nagle mnie olśniło, i pomyślałem: "patrz, Moshe - Pinhas, jeśli teraz poddasz się temu co się stało, temu, że zwymiotowałeś, już nigdy nie zjesz ani kawałka wieprzowiny w swoim życiu. I wszystkie twoje decyzje i cała twoja mądrość na nic się nie przydadzą". Więc wstałem i wróciłem na rynek, by kupić kolejny kawałek i nie ma znaczenia czy go zwymiotuję czy nie bo będę kupował i jadł do skutku. Więc zjadłem kolejny kawałek i tego już nie zwymiotowałem i był tak samo smaczny jak poprzedni. I od tego czasu jestem chłopakiem który zajada wieprzowinę i wiele innych zakazanych rzeczy."

Ta historia dotyka ważnego wątku w Metodzie Feldenkraisa. Nowe wzorce nie mogą powstać jeśli nie rozbije się starych. Większość z jego przyszłej metodologii skupiała się na "przełamaniu starych nawykowych wzorców ruchu i zachowania".

"Z Bratysławy grupa dotarła do Wiednia gdzie liczyła już ok 400 osób. Z Wiednia do Triestu, gdzie nie mogliśmy się zaokrętować więc udaliśmy się do Fiume (Rejika w Chorwacji). Tam znaleźliśmy statek "Bukowina", który był statkiem towarowym wiozącym cement do Palestyny. Ale był dla Arabów. Spaliśmy na pokładzie. Trudno sobie wyobrazić, wyruszyć z Rosji przy minus 40 stopniach i teraz było tak gorąco, te gorące południowe wiatry. Z Fiume przez Triest, Bari, Brindisi dotarliśmy do Jaffy w Palestynie."

KOREPETYCJE ok 60 strona

Moche Feldenkrais pierwsze lata po przybyciu do Palestyny spędził na budowie przyszłej stolicy Izraela, Tel Avivu. Sam wspomina ten czas jako najszczęśliwszy w życiu. W ciągu dnia pracował ciężko fizycznie na budowie, noce spędzał na bujnym życiu towarzyskim. Nie oszczędzał się. Po jakimś czasie zdrowie zaczęło szwankować, miał problemy z wątrobą. Lekarze powiedzieli "słuchaj nie możesz tak dłużej, musisz dać sobie co najmniej dwa miesiące odpoczynku inaczej się wykończysz". Więc przez ten czas nie pracował, za to gotował dla swoich kolegów. Strasznie się nudził gotując dwa posiłki dziennie, bo gotowanie odbywało się na kuchenkach naftowych z knotem. Gotowanie prostej rzeczy trwało dwie godziny.

"Więc wyciągnąłem swoje stare książki do geometrii, algebry, fizyki. I jak to cholerstwo się gotowało, ja się uczyłem. I tak ucząc się , myślałem sobie, "wrócę do nauki. Chociaż nie widziałem dla siebie nadziei, ale myślałem że tego chcę".

Czas, który mógł być czasem straconym, Feldenkrais obrócił na swoją korzyść, poświęcił go na naukę. Ten wzorzec widzimy często w czasie jego życia. Ból, kontuzja, choroba, nieszczęśliwy bieg wypadków będą okazją do pisania, uczenia się i twórczych wglądów.

Wiedza którą Feldenkrais posiadał pozwoliłaby mu z łatwością podejść do egzaminów końcowych w Gimnazjum Herzliya ale przepisy były takie, że musiał ukończyć co najmniej dwie ostatnie klasy by podejść do egzaminów końcowych.
"Udałem się do Herzliya Gimnazjum by zdać egzaminy do siódmej klasy, by za rok po 8 klasie móc podejść do egzaminów końcowych. Kilka dni później okazało się że byłem wśród najlepiej zdających egzamin. Bardzo się cieszyłem. Jednak stojąc tam myślałem sobie "i co z tego, i tak nie mogę pójść do szkoły, nie stać mnie na nią. Nawet nie śmiałem prosić by mnie przyjęli. Popatrzyłem dookoła, byłem już za stary na tę szkołę. A do tego miałem tyko ten dziwny strój piłkarski na sobie. Było mi przykro że musiałem porzucić swoje marzenie, zdobycia dyplomu, i kontynuowania nauki na studiach. Myślałem o badaniach które mógłbym prowadzić, może odkryć coś czego jeszcze nikt nie zrobił przede mną. Ale nie widziałem siebie, ciężko pracującego robotnika w szkole z tymi dzieciakami jeszcze przez dwa lata.
W tej ogromnej rozterce, ze smutkiem na twarzy zobaczył mnie wtedy pewien wspaniały człowiek dr Abraham Zifroni. (który był jednym z moich egzaminatorów) i spytał
- I co teraz zrobisz?
- Wrócę do pracy na budowie.
- Ale może chciałbyś udzielać prywatnych lekcji. Czy nie potrafisz uczyć?
Nie wierzyłem własnym uszom, mówił do mnie?
- Co masz na myśli uczyć? Nigdy nikogo nie uczyłem.
A on na to:
- Chcesz lekcje czy nie?
Odpowiedziałem: jeśli Pan uważa że się nadaję to tak, chcę. Potrzebuję tego bo inaczej nie miałbym z czego zapłacić za szkołę.
Dr Zifroni polecił Feldenkraisa rodzicom dziewczynki, która potrzebowała korepetycji. Jej ojciec Yosef Aaronowitz był politykiem a matka Dvora Baron pisarką.
" pomiędzy tatą politykiem a mamą pisarką dziewczynka była zaniedbana i oczywiście nie radziła sobie w szkole. Dr. Zifroni poprosił o 3 funty za miesiąc co było fortuną na te czasy. Rodzina mogła wyżywić się za 2 funty. Uczyłem ją przez rok, było to moje pierwsze doświadczenie z uczeniem. A za zarobione pieniądze skończyłem gimnazjum. "

Sukces sprawił, że trafiało do niego więcej uczniów, zwłaszcza tych trudnych przypadków, których nikt nie chciał uczyć. Nie było łatwo zachęcić ich do czegokolwiek, ale odnosił sukcesy pokazując, że rozumie jak człowiek się uczy.
Najlepiej mu szło z uczeniem matematyki, był w tym dobry i bardzo ją lubił. Ale jakikolwiek nie byłby to przedmiot potrafił rozkładać skomplikowane koncepcje na zrozumiałe elementy, zawsze używał konkretnych przykładów które nadawały poczucie konkretnego doświadczenia każdej abstrakcji. Ze wszystkich swoich darów, najbardziej dumny był z umiejętności którą określał tak: "mój geniusz polega na tym że potrafię przełożyć abstrakcyjne idee w konkrety".
Twierdził że są dobrzy i źli nauczyciele, ale nie ma nigdy złych uczniów chyba, że trafią na kiepskiego nauczyciela.
Jego reputacja rosła w miarę, gdy z sukcesami używając niekonwencjonalnych metod radził sobie z krnąbrnymi młodymi uczniami z bogatych rodzin. Ufny w swoje metody nie pobierał opłat do czasu gdy uczeń zdał egzaminy.
Feldenkrais pomagał dzieciom z problemami z nauką zainteresować się nauką bez zmuszania ich do tego. Dobrym przykładem był chłopiec, syn dyrektora szkoły. Chłopiec miał straszny uraz do matematyki i pomoc ojca na nic się nie zdała. Gdy Feldenkrais zaczął go uczyć, zauważył, że chłopiec patrzy przez okno na grających w piłkę. Ku zdziwieniu ojca, Feldenkrais spędzał lekcje z chłopcem grając w piłkę, jak się okazało jego ulubiony sposób spędzania czasu. W końcu z chłopca własnej inicjatywy powrócili do lekcji matematyki a chłopak otrzymywał najwyższe oceny.
Feldenkrais wiedział jak wydobyć z każdego na powierzchnię jego zainteresowania. Na boisku poznał chłopca lepiej, to jak się poruszał, myślał, co czuł na temat wielu spraw. Jeszcze zanim otworzyli książkę zaczął się proces zmniejszania oporu przed matematyką. Poza tym Feldenkrais będąc dobrym w piłce znalazł wspólny język z chłopcem który zaczął doceniać go jako nauczyciela. Feldenkrais wolał iść z prądem a nie przeciw niemu, pozwalając uczniowi robić to co lubił. Później streścił to w taki sposób "człowiek nie powinien przeciwstawiać się układowi nerwowemu" [...]
Z pomocą Dr. Zifroniego który pomógł mu wystartować w roli nauczyciela i którego ufność pogłębiła zaufanie Feldenkraisa do samego siebie oraz z pomocą przyjaciela Zeva Kovenskiego
"znalazłem swoją drogę. Mam na myśli spełniłem swoje marzenie"
Później Feldenkrais mówił "nic nie jest bardziej istotne niż nasze marzenia. Każdy przychodzi do mnie po to by odkryć że mają dziecięce marzenia"

Wyjazd z Palestyny do Paryża rozterki i dylematy. ok 110 strona.

Po skończeniu gimnazjum, Feldenkrais był bardzo zaangażowany w praktyki jujitsu i uczenie innych samoobrony włącznie ze służbami specjalnymi Haganah. Napisał wyjątkową jak na owe czasy książeczkę podręcznik samoobrony, który został przetłumaczony na 7 języków. Była ona powszechnie używana np we francuskim ruchu oporu. Przekonał się o tym lata później co opisuje tak: (str 181)
"Wraz ze swoim przyjacielem Davidem Ben Gurionem - pierwszym premierem Izraela wybrali się na przedstawienie słynnego mima Marcela Marceau. Po przedstawieniu poszli razem za kulisy by) spotkać się z artystą i Marceau mówi "Feldenkrais... to mój nauczyciel". Ja mu na to, - "jak to możliwe przecież nigdy się nie spotkaliśmy". A on na to "Twoja książka o samoobronie... we francuskim ruchu oporu, wszyscy ją mieli. Miałem ją pod poduszką, przez całą wojnę, to była najważniejsza książka, którą mieliśmy. Nauczyliśmy się z niej bardzo ważnych, bardzo przydatnych rzeczy, i dlatego jesteś moim nauczycielem".

W czasie wojny będąc już w Anglii napisał kolejną książkę o samoobronie tym razem na użytek Gwardii Narodowej, której oddziały uczył samoobrony.

(Wracając do czasu w Palestynie)
Przetłumaczył także, redagował i dopisał do niej swoje dwa rozdziały książkę o autosugestii autorstwa Coue'go, która zrobiła na nim ogromne wrażenie. Znalazł bardzo dobrze płatną pracę (w egzaminach na to stanowisko startowało kilkadziesiąt osób, i poza Feldenkraisem przyjęto jeszcze jedną osobę) w biurze pomiaru obszaru państwa. To co go pchało do Paryża to marzenie by podjąć studia na wyższej uczelni. Był pewien, że chce studiować, a najlepsze szkoły były za granicą. W Palestynie nie było jeszcze szkoły medycznej a Feldenkrais myślał o medycynie.
Obawiał się także, że gdy jego książka o samoobronie ukaże się drukiem to władze brytyjskie będą chciały go aresztować. (więcej o tej książce i przygodzie z judo, spotkaniu z Jigoro Kano, słynnym chwycie obronnym i jak do tego doszedł można przeczytać w artykule do znalezienia u mnie na stronie). Innym powodem do przyspieszenia wyjazdu, o którym wspominał była sytuacja, która była wynikiem romansu, który miał ze starszą od siebie kobietą.
Jednocześnie czuł opór przed rozpoczynaniem zawodowej edukacji siedem i pół roku po czasie (w porównaniu do swojej grupy wiekowej) .
W epilogu książki o autosugestii Feldenkrais wspomina Rabbiego Akivę, z którego kpiono, gdy zaczął studia będąc w średnim wieku.

"Gdy chciałem wyjechać, byłem już stary. to było w 1929. Miałem 25.5 roku. I ... dziewczynę w której byłem zakochany. I dobrą pensję która stale rosła. Zarabiałem wtedy 17.5 funtów szterlingów i każdy mi mówił "ty durniu, czego ty się będziesz uczył? taki stary chłop jak ty, teraz będziesz szedł na uniwersytet? w wieku 26 lat, jesteś szalony. Jesteś na posadzie państwowej w Palestynie, popracujesz jeszcze 5, 10 lat i będziesz miał utrzymanie do końca życia. 20 funtów co miesiąc do końca życia. Ożeń się i załóż rodzinę". Każdy dookoła próbował przekonać mnie, że ten wyjazd to idiotyczny pomysł, mówili "zobacz, zanim skończysz cokolwiek będziesz już starym człowiekiem, po co ci to. Nigdy nie będziesz miał lepiej niż teraz" I był tylko jeden prawdziwy przyjaciel, który ciągle mi powtarzał "nie słuchaj ich".

Tym przyjacielem był Zev Kovensky, przyjaciel z Baranowicz, bardzo inteligentny człowiek, który postrzegał sytuację Feldenkraisa inaczej. Mówił

"patrz, masz umiejętności jakich nie ma nikt inny. Nie słuchaj ich. Jeśli się boisz, że nie będziesz miał pieniędzy, nie bój się ja zarobię i ci pomogę. I im wcześniej pojedziesz tym lepiej, bo jeśli będziesz czekał jeszcze dwa lata to już w ogóle nie pojedziesz. Więc nie słuchaj ich tylko pakuj się i jedź." Więc któregoś dnia złożyłem rezygnację z pracy i wszyscy myśleli że oszalałem. I pojechałem do Paryża.
Zaoszczędził wystarczająco dużo pieniędzy z uczenia, pracy w biurze pomiarowym i ze sprzedaży książek by rozpocząć nowy etap życia. w 1930 wyruszył do Paryża.

Do Paryża dostał się statkiem, za podróż zapłacił pracując jako palacz na statku. Po przyjeździe szybko zorientował się, że studnia medyczne są poza jego zasięgiem, trwały 6 lat i kosztowały więcej niż było go stać. Jego przyjaciel posłał mu wycinek z gazety przedstawiający jednego z wybitnych nauczycieli nauk ścisłych. Był to dla Moshe kierunek poszukiwań w nowym miejscu.

Z Paryża do pozostającej jeszcze w Baranowiczach rodziny wysłał kopię książki "Autosugestia" z taką inskrypcją
"Niech to będzie odwet za to, że nazywaliście mnie marnotrawnym synem, i pokuta za cierpienie które wam sprawiłem. Niech to będzie także obietnica, że osiągnę jeszcze więcej niż do tej pory mi się udało".
Wasz Moshe Feldenkrais.

Imał się różnych prac, zaczynał od sprzątania stołów w restauracji.
Zaczął studiować inżynierię na ESTP szkołę założoną przez Leona Eyrolles. Początki były trudne z powodu nieznajomości języka. Syn Aarona Meskina wspominał po latach:

"na początku Moshe był najgorszy w klasie, bo ledwo znał język i przedmioty których się uczył. Znalazł gdzieś na ulicy znak drogowy na którym było napisane: "zwolnij - dzieci" i przyniósł go do klasy. Gdy próbował zrozumieć coś na lekcji i uświadamiał sobie, że nic nie rozumie wstawał i podnosił ten znak do góry".

Jego humor szybko zjednał my sympatię studentów i wielu nauczycieli. Marc Eyroles po latach powiedział "nie można było się oprzeć jego dobroci, pokorze i umiejętnościom. Joliot-Curie i jego koledzy, mój ojciec (założyciel szkoły Leon Eyroles), Paul Benet-Maury i wielu innych byliśmy pod jego urokiem.

Pierwsza historia o lwie. str 146

W Paryżu Feldenkrais klepał biedę. Za studia doktoranckie, które pochłaniały większość jego czasu nie dostawał pieniędzy. Wprawdzie Joliot Curie udało się na jakiś czas zdobyć stypendium dla Feldenkraisa ale było to wszystko mało. Do tego jeszcze Moshe miał cały czas świadomość konieczności szybkiego wydostania rodziców (mama Sheindel, tata Aryeh) , siostry Malki i brata Barucha a Baranowicz i umożliwienia im emigracji do Palestyny. W 1935 po śmierci Piłsudskiego i dojścia do coraz silniejszego głosu sił nacjonalistycznych, sytuacja Żydów w Polsce drastycznie się pogorszyła (Baranowicze wtedy były już w obrębie Polski) . Do tego były coraz większe formalne obostrzenia jeśli chodzi o emigrację Żydów do Palestyny i coraz większe związane z tym opłaty finansowe, Brytyjczycy podnieśli opłatę do tysiąca funtów szterlingów za wjazd jednej osoby do Palestyny.

"...tysiąc funtów,,,, w Anglii było może z pięciu urzędników którzy zarabiali takie pieniądze za rok pracy. Z tyle rodzina mogła żyć przez dwa - trzy lata. Musiałem wpłacić te pieniądze by dostać pozwolenie dla nich na wjazd do Palestyny. A jeszcze do tego trzeba było opłacić bilety i wiele innych rzeczy. Pięć lat pracowałem by uzbierać te pieniądze."

W Paryżu Feldenkrais utrzymywał się głównie z prowadzenia zajęć judo. Prowadził zajęcia grupowe ale też i lekcje indywidualne. W tych lekcjach mógł przyjrzeć się indywidualnym potrzebom i mógł pogłębiać swoje umiejętności jako nauczyciel, które zdobywał już w Palestynie. Opowiedział jedną historię o swoim uczniu judo, francuskim arystokracie zbyt nieśmiałym by ćwiczyć w grupie.
"Okazało się że jest także myśliwym, poluje na dzikie zwierzęta w Afryce. Zaprosił mnie któregoś razu do siebie, i zostawił mnie samego na chwilę." W tym czasie Moshe podziwiał antyczne meble, dywany, gobeliny, obrazy gdy nagle zamarł, na przeciw niego wyszedł wielki lew. "podszedł do mnie i polizał mnie. Został przywieziony do Paryża jako kociak i wyrósł na dorosłego lwa". Arystokrata przedstawił Feldenkraisowi lwa po czym zaimprowizowali małe dojo (miejsce do praktykowania judo) w pokoju obfitującym w trofea myśliwskie. Arystokrata czuł się silny i pewnie schowany za bronią ale chciał by Feldenkrais pomógł mu poczuć się pewniej wewnątrz sam ze sobą. Jako wynagrodzenie Feldenkrais otrzymał wyjątkową butelkę Napoleona brandy. Historia z lwem nie skończyła się dobrze dla lwa: "Parę miesięcy później lew wyszedł na ulicę i starsza pani która wyszła na spacer ze swoim pekińczykiem nie widząc dobrze o zmroku wzięła lwa za dużego psa i goniła go z parasolką. W końcu interweniowała policja i zabrała lwa do zoo".

Ani status arystokraty ani jego bogactwo nie były w stanie wyciągnąć lwa z zamknięcia i "... po tym jak odmawiał jedzenia i picia przez 10 dni lew zmarł w klatce".

Feldenkrais opisał tę historię w jednym z artykułów i używał jej w kontekście zdrowia.

"...No bo spójrzmy, było sobie zdrowe zwierzę, które zmarło, oczywiście z powodu traumy emocjonalnej. Ale z drugiej strony, co to znaczy - zdrowe zwierzę? Jeśli zdrowy lew umiera 10 dni po nagłej zmianie w jego życiu to czym jest zdrowie?

Druga historia o Lwie. str 158.

Poprzednie zawodowe i życiowe doświadczenia Feldenkraisa, języki które znał, stawiały go jako człowieka z pomiędzy różnych kręgów kulturowych. Jego mistrzostwo w językach obcych, kwalifikowało go jako człowieka który spajał językowe i kulturowe przepaści w środowisku fizyków. W późnych latach 30 tych do wybuchu wojny poświęcał dużo czasu na organizowanie różnych wydarzeń w świecie nauki. Na konferencjach naukowych - które pomagał organizować spotkał Enrico Fermiego, Alberta Einsteina, Nielsa Bohra czy Wernera Heisenberga - najbardziej znanych fizyków stulecia. Podczas jednego z takich spotkań na konferencji w latach 30 tych Einstein zażartował "Czym zajmuje się taki silny Żyd jak ty?"
Lew Kowarski był fizykiem atomowym (wcześniej) pracującym w Niemczech. Szybko zorientował się w niszczycielskiej sile ukrytej w atomie i uświadomił sobie jak ważne jest by Niemcy nie mieli dostępu do tej wiedzy. Później zajął ważne miejsce w rozwoju broni atomowej a po wojnie został pierwszym szefem w centrum badań atomowych w Genewie.
W marcu 1939 razem z Hansem Halbanem i Joliot Curie dokonali odkrycia rozszczepienia jądra uranu , które umożliwiło potem reakcję jądrową.
Pewnego wieczoru około tego samego czasu, Feldenkrais był zaproszony na obiad do Lwa Kowarskiego. Kiedy przyszedł, Kowarski, który był przygarbiony poskarżył się że strasznie boli go szyja. Poprosił Feldenkraisa by na to spojrzał i coś doradził. Feldenkrais przez kilka minut badał rękami kręgosłup Kowarskiego, po czym powiedział że nie potrafi powiedzieć jaki jest problem. Ale Kowarski odwrócił się stwierdził, że ból przeszedł. Franc Wurm później opowiedział komentarz Kowarskiego :
"Patrz, są tysiące przeciętnych fizyków na świecie, ale myślę że jest tylko jedna para rąk takich jak twoje na świecie. I lepiej pomyśl o zmianie zawodu"

Fakt, że tak krótkie badanie sprawiło ulgę Kowarskiemu, zastanowiło Feldenkraisa. Czy miał jakiś specjalny talent? Czy może było coś w naturze takiego uważnego dotyku i badania co przyniosło taką ulgę? A może było tak, że podczas badania Kowarski zdobył nową świadomość kinestetyczną, która, za sprawą delikatnego i cierpliwego dotyku Feldenkraisa uruchomiła leczące siły w jego organizmie?

Ucieczka do Anglii str 162

3 czerwca 1940, gdy niemieckie bomby zaczęły spadać nieopodal Paryża, Paryżanie zdali sobie sprawę, że ich życie też będzie musiało ulec zmianie. W przeciągu tygodnia Niemcy okrążyli Paryż już z dwóch stron. Ludzie masowo napływali z północy uciekając przed zbliżającym się frontem. Panował ogólny chaos, związany z pośpieszną ucieczką. Paryżanie również postanowili uciekać i korzystając między innymi z 288 specjalnych pociągów w przeciągu kilku dni 2 z 3 milionów Paryżan wyjechało.
Dzielnica w okolicy ministerstw pokryta była popiołem z palonych dokumentów. Joliot Curie robił szybkie przygotowania, by usunąć sprzęt i dokumenty, które mogły by mieć jakiekolwiek militarne znaczenie dla Niemców. Wielu z najbardziej znanych naukowców pracowało w tym czasie w Paryżu. Ich badania z dziedziny fizyki, chemii, elektroniki, biochemii czy medycyny należały do najbardziej zaawansowanych na świcie w tym czasie. Co do fizyki to najbardziej zależało im na utrzymaniu uzyskanej w laboratorium Curie"ciężkiej wody"z dala od Niemców. Był to cenny materiał potrzebny w procesie produkcji broni atomowej. Joliot Curie rozumiejąc znaczenie tego surowca już w marcu zabezpieczył cały istniejący wtedy na świecie zapas tego surowca. Gdy inwazja była już bardzo bliska Joliot Curie wyznaczył Lwa Kowarskiego i Hansa Halbana by wywieźli z Paryża 180 litrów ciężkiej wody to skarbca w banku niedaleko Tuluzy na południu Francji. Później mieli wywieźć ją na pokładzie węglowca Broompark do Angli. Kowarski i Halban z racji znajomości tematu zostali wybrani do tej misji, zresztą później dołączyli do projektu Manhattan oraz dlatego że byli Żydami i musieli uciekać przed Niemcami. Niemcy dowiedzieli się o tym planie ale nie wiedzieli z pewnością, o który statek chodziło. Broompark wypłynął z Bordeaux razem z innymi dwoma statkami i oba zostały zatopione ale Broombark i ładunek wody razem z Halbanem i Kowarskim dotarli do Anglii. Joliot Curie wysłał Feldenkraisa do ministerstwa by upewnić się przed wyjazdem, że wszystkie jego i jego żony Yony papiery są nienaganne a potem wysłał ich z szoferem na południe do Tuluzy. i dalej do Bordeaux. Miał towarzyszyć Paulowi Langevinowi szefowi francuskiego programu badawczego nad łodziami podwodnymi, ale Langevin odmówił wyjazdu. Tam mieli się spotkać z Joliot Curie i jego żoną Ireną.
Feldenkrais i tak już opóźnił swój wyjazd z Paryża z powodu poszukiwań swojej siostry Malki (którą szczęśliwie udało mu się sprowadzić z Baranowicz przed wojną i która dołączyła do zespołu pracującego w laboratorium Curie). Nie mógł jej nigdzie znaleźć więc zostawił jej tylko przed wyjazdem list oraz butelkę brandy, którą dostał od arystokraty, którego uczył judo. Dzień po wyjeździe Feldenkraisa i Yony Niemcy weszli do Paryża. Jednym z pierwszych przystanków Niemców w Paryżu było laboratorium Joliot Curie, by zabezpieczyć sprzęt i materiały oraz by aresztować komunistów i Żydów.
Malka (siostra Moshe) wyczuła co się kroi i gdy Niemcy wezwali cały zespół na dziedziniec została z tyłu i wyciągnęła wszystkim dokumenty z kieszeni ubrań, by nie można ich było zidentyfikować. W ten sposób uniemożliwiła identyfikację pracujących tam Żydów. Krótko potem zeszła do podziemia i jakoś szczęśliwie przetrwała wojnę bez wyjeżdżania z Francji.
Gdy Moshe i Yona dotarli do Bordeaux Joliot Curie nie było już tam ale zostawili dla Feldenkraisa dwie walizki z tajnymi dokumentami i materiałami, zaplombowane pieczęcią Republiki Francuskiej by wręczyć je osobiście przedstawicielom rządu francuskiego w Anglii.
Być może była to część planu by w ten sposób pomóc wyjechać i uratować Feldenkraisa i Yonę. Dla jego bezpieczeństwa prawdopodobnie też nie powiedział mu co było dokładnie w tych walizkach. Najprawdopodobniej były to dokumenty dotyczące konstrukcji min bomb zapalających, jak i dwa litry ciężkiej wody do użycia w laboratorium w Anglii.
Bordeaux był głównym portem ewakuacji cywilnej ale Feldernkrais i Yona dotarli za późno, żaden statek już stamtąd nie odpływał. Dołączyli do chaotycznej ucieczki cywilów na południe w poszukiwaniu czynnych jeszcze portów. Wiele pociągów przestało kursować, Samochody i piesi zakorkowali drogi bombardowane przez Niemców. W każdym kolejnym porcie, do którego docierali słyszeli te same wieści: "ostatni statek właśnie odpłynął". W którymś momencie podróż samochodem z szoferem stała się dalej niemożliwa i podążali dalej piechotą. Kontuzjowane kolano Feldenkraisa dawało się we znaki ale z Yoną było jeszcze gorzej. Cierpiała z powodu wrodzonej wady biodra i było jej bardzo ciężko iść. Część drogi Feldenkrais pchał ją w taczce, którą znaleźli w rowie. Ich ucieczka zaprowadziła ich do ostatniego portu na południu Saint-Jean-de-Luz. Gdy tam dotarli wyjazd był już prawie niemożliwy.
Na miejscu był młody oficer wywiadu marynarki, czekał na potencjalnie ważnego (dla rządu) marudera : Króla Zoga, byłego władcę Albanii. Gdy Mussolini najechał Albanię w kwietniu 1939, Zog, władca o wątpliwym charakterze przekonał Brytyjczyków, że posiada w Albanii sieć partyzantów i wywiadu, którzy mogli być przydatni w czasie wojny. Oficer,em, który na niego czekał i był odpowiedzialny za ewakuację z tego portu był Ian Fleming, późniejszy autor powieści o Jamesie Bondzie.
Czekając na Zoga, Fleming wsiadł do łodzi i pływał od stateczku do stateczku zachęcając kapitanów, by przyłączyli się i pomogli w ewakuacji. Potem dowodził promem, który rozwoził na stateczki zdesperowanych Żydów i bogatych brytyjskich expatów, zarządził także, że każdy mógł zabrać ze sobą tylko tyle ile jest w stanie sam unieść.
Po przybyciu do portu, pośród ogromnego chaosu Feldenkraisowi udało się przekonać Fleminga o wadze jego misji . On i Yona plus dwie tajne walizki zaokrętowali się na HMS Ettrick, statek który czekał na króla Zoga. Jeszcze jednym maruderem okazał się Alexander Karenski ostatni premier przed bolszewickiej Rosji. Zog w końcu dotarł do portu w eskorcie wielu limuzyn wypełnionych drogocennym towarem, i pewnie większą częścią skarbca Albanii. Był wyłączony z obostrzeń dotyczących ilości bagażu i w całości konwój zapakował się na statek.
Ettrick wypłynął z Saint Jean de Luz 27 czerwca w kierunku Plymouth, pięć dni po tym jak Francja podpisała akt kapitulacji z Niemcami. Prawdopodobnie był to ostatni statek, który opuścił Francję. Na brzegu pozostało tysiące osób, którym nie udało się zaokrętować.
Wraz z przybyciem do Anglii zaczął się kolejny fascynujący okres w życiu Moshe Feldenkraisa, okres, który coraz bardziej kierował go w stronę opracowania swojej metody.


[wróć na początek]